środa, 12 lutego 2014

Mam swoje zasady

Moja historia jest krótka, ale mnie się wydawało, że trwała ona wieczność. Zacznę od początku... To się zaczęło ze 3 lata temu. Mój brat zaczął mi opowiadać o swoim koledze. Mówił, że świetnie do siebie byśmy pasowali. Zaczynały mnie te jego sugestie denerwować, ale z czasem sama zaczęłam o Niego wypytywać. Zaczął mnie intrygować. Niestety nigdy nie miałam odwagi, aby do Niego napisać. Aż w końcu nadszedł ten dzień... Pomyślałam, a co mi tam. Raz się żyje! Napisałam. Że niby przez pomyłkę, pomyliłam numery, nie chciałam, przepraszam, mam nadzieję, że nie przeszkodziłam, itd. A On... Zaproponował mi spotkanie ni z gruszki ni z pietruszki. Byłam wniebowzięta! Ale i przerażona. Nie chciałam tego zepsuć, w końcu to kolega brata, a jeśli coś zrobię nie tak, nie wyjdzie, itd.? Zaczęłam zadawać sobie prze różne pytania. Nie chciałam, aby popsuły się relacje między nim a moim bratem. W końcu się zgodziłam. Mieliśmy się spotkać wieczorem. Przygotowałam się, ładnie ubrałam, umalowałam... Pół godziny przed spotkaniem, a 10 minut przed moim wyjściem, napisał, że dziś nie da rady się spotkać ze mną. Zrozumiałam, pracował, studiował, mógł być zmęczony. Potem przez parę dni czekałam na Jego smsa. Bezskutecznie. Chociaż, że ja napisałam do Niego ze 2 smsy, jak tam, jak się czuje, itd. Nic z tego. Zrobiło mi się przykro. Kolejnego dnia zauważyłam na fb, że wybiera się na imprezę. Coś we mnie pękło. Napisałam do Niego, że jest tchórzem, że nie umie niczego skończyć i gdyby od razu powiedział NIE, to zrozumiałabym. Nawet na to nie odpisał. Dałam sobie już wtedy z Nim spokój. Po jakimś miesiącu, nawet nie, zaczęły mnie gryźć wyrzuty sumienia, dlaczego ja tak mu to wygarnęłam... Przecież niczego nie oczekiwaliśmy po tej znajomości, niczego sobie nie obiecywaliśmy. Jaka ja byłam w tym momencie głupia... Wysłałam mu smsa z przeprosinami. O dziwo, odpisał. Chciał się spotkać, spróbować jeszcze raz. Nie wiedziałam co zrobić. Zgodziłam się. Nie wiem dlaczego... To był błąd przez który cierpiałam 2 miesiące i nadal próbuję moje serce przywrócić do pierwotnego stanu. Spotkaliśmy się. 29 wrzesień 2012r. To był najcudowniejszy wieczór w moim życiu! Brat miał rację, byliśmy do siebie bardzo podobni. Pierwszy raz coś takiego czułam. Moje serce wtedy oszalało z miłości do Niego. Czułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Siedzieliśmy na ławce w parku, przytuleni, zakochani... To był mój pierwszy pocałunek. Jego usta, zapach, dotyk, oczy, uśmiech... Wszystko w Nim było idealne! Byłam na prawdę szczęśliwa... Dużo mi o sobie opowiadał. Opowiadał o tym jak narzeczona Go zdradziła przed samym ślubem, jaki był nieszczęśliwy, jak przez to przeszedł... Myślę, że mało komu o tym mówił. Doceniłam tą Jego szczerość. Było mi Go strasznie żal. Tego nawet największemu wrogowi bym nie życzyła... Potem przyszedł czas pożegnania. Było ciężko. Ale czułam, że On jest mój i tylko mój! Następny dzień był równie cudowny, do czasu... Wieczorem napisał, że nie jest gotowy na związek, że nie chce mnie skrzywdzić... Wiedziałam, że chce w przyszłym roku wyjechać najprawdopodobniej na stałe do Niemiec. Odrzucałam od siebie jednak te myśli, że mogę Go stracić. Po długim przekonywaniu Go, powiedział, że to przemyśli i żebym Mu dała czas. Zgodziłam się. Te 5 dni były najdłuższymi i najgorszymi dniami w moim życiu. Czekałam na Jego odpowiedź jak na zbawienie. Nie mogłam jeść, spać, ciągle o Nim myślałam. Zaczynałam wtedy 2-gi rok studiów. Było mi ciężko rozdzielić się na dwie części. Ledwo dałam radę. W końcu, po tych 5 dniach odpisał. Zgodził się spróbować. Myślałam, że zacznę latać ze szczęścia! Już nie mogłam się doczekać naszego kolejnego spotkania. Był wtedy w Niemczech, obiecał, że jak wróci to się spotkamy. Czekałam... Znowu... W końcu wrócił, zaproponował spotkanie. I zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam po Nim. Dał mi do zrozumienia, że liczy na coś więcej. Czyli pisząc wprost- na seks. Odjęło mi mowę. Nie spodziewałam się, że coś takiego nas rozdzieli. Nie zgodziłam się na to. Wiedział, że mam zasady, których się trzymam. Nie chcę popełnić błędu, którego mogę żałować do końca życia. Myślałam, że zrozumie. Myliłam się. Długo ze sobą pisaliśmy, ani On a ni ja nie chcieliśmy z tego powodu się rozstawać. Niestety to było silniejsze. Skończyło się to co myślałam, że będzie trwać wiecznie. Miałam nadzieję do samego końca. Mówi się, że nadzieja matką głupich, ale umiera ostatnia. No i umarła... To był najgorszy okres w moim życiu. Długo nie mogłam się pozbierać po tym. A też nie mogłam z nikim pogadać na ten temat... Dusiłam to w sobie. Źle się czułam, schudłam, zmizerniałam... Mama coś podejrzewała, ale ja unikałam tego tematu. Nie chciałam do niego wracać. Potem rodzina wyjechała na Dzień Zmarłych do rodziny. Ja zostałam w domu sama. 1 listopada- punkt kulminacyjny. Przepłakałam cały dzień. W tym dniu czułam się strasznie źle. W tv leciały same smutne filmy, brało mnie przeziębienie, nawał na uczelni, fałszywi ludzie na mojej drodze, rodzina daleko, w domu sama jak palec... I On, wspomnienia, niespełnione marzenia... Ryczałam jak bóbr... To, że sąsiedzi mnie nie słyszeli to chyba cud... Jedno jest pewne- to było mi potrzebne. Następnego dnia czułam się o niebo lepiej! Zaczynałam powoli zapominać... I na uczelni zaczęłam sobie radzić, potem rodzina wróciła, zaczęłam się dogadywać z innymi. Było lepiej. Moje serce nadal krwawiło, ale było lepiej. Z dnia na dzień, lepiej... Aż do dnia moich urodzin. 30 listopad b.r. Na fb złożył mi skromne życzenia. Trochę mnie to zdziwiło, ale jedyne co zrobiłam to puściłam mu oczko w ramach podziękowania. 2 dni później wysłał mi w smsie całusa. Nie wiedziałam co to wszystko ma oznaczać. Długo nad tym myślałam... Następnego dnia odpisałam do Niego. Zaczęliśmy pisać, co tam u Ciebie, jak tam itd. Trochę dziwnie się czułam, po tym wszystkim... Poruszył temat, który nas podzielił. I stało się, to, czego najbardziej się bałam. Zaproponował spotkanie... Myślał, że zmieniłam zdanie co do tego. Pomylił się i to bardzo. Odżyły we mnie wspomnienia, uczucia, które do Niego żywiłam, ale odmówiłam. Wiedziałam czym to się skończy. Nie chciałam znowu tego samego, od początku przeżywać. On bardzo chciał się spotkać, wierzył, że to może się udać. Ja nie chciałam ryzykować. Nie tak zostałam wychowana. Na początku żałowałam swojej decyzji, ale potem byłam, no mogę tak napisać, dumna z siebie. Napisałam mu, że Go kochałam, że zawsze będzie dla mnie kimś ważnym, ale niech ode mnie nie oczekuje tego, że porzucę dla Niego swoje wartości, które mnie ukształtowały. Może kiedyś to zrozumie... Minęło trochę czasu od tego wydarzenia. Jesteśmy znajomymi, składamy sobie życzenia, czasami lubimy swoje posty na fb. Jest dobrze. Zawsze do Niego będę coś czuć. On był tym moim pierwszym... Nie chodzi o seks. Dziewczyny wiedzą o czym piszę... Czy żałuję? Czasami... Ale za to mam wspaniałe wspomnienia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz