Historie Milosne
środa, 12 lutego 2014
Ucieczka
Ona- Była szarą myszką, ciągle nie wierzyła że on naprawde ją kocha...
On- Najpopularniejszy chłopak w szkole, mógł mieć każdą, a wybrał właśnie ją...
Oni- Razem tworzyli idealną parę jak z bajki...
Byli bardzo szczęsliwi wydawało się że nic nie może popsyć ich szczęścia...
Ale pewnego dnia ona chciała się dowiedzieć czy naprawde ją kocha, poszła więc do niego...
Ona: Lubisz mnie?
On: Nie...
Ona: Myślisz że jestem ładna?
On: Nie...
Ona: Jestem w twoim sercu?
On: Nie...
Ona: Gdybym odeszła tęskniłbyś??
On: Nie...
Chciał powiedzieć jej coś jeszcze, ale ona nie słuchała, wybiegła z płaczem z jego domu...
Oczy miała tak zapłakane że nie zauważyła nadjeżdzającej ciężarówki...
Nie miała szns zginęła na miejscu...
Nikt nie podejżewał ,że zakończu swoje życie na tej ziemi w taki sposób...
Dwa dni odbył się pogrzeb...
Po pogrzebie wszyscy się rozeszli został tylko on...
Uklęknął i zaczoł mówić szeptem:
Na początku chciałbym się przeprosić Skarbie bo to moja wina...
A teraz powiedzieć to czego nie zdazylem powiedziec podczas naszej ostatniej rozmowy...
Nie lubie cie tylko KOCHAM...
Dla mnie nie jestes ladna tylko PIENKA...
Nie jestes w moim sercu bo JESTES MOIM SERCEM
Nie tesknil bym za toba, tylko UMARL bo nie mozna przeciez zyc bez serca.
Wyja kartke a nastepnie napisl na niej kilka slow, po czy schowal ja spowrotem do kieszeni...
Tym czasem jego rodzice czekali w domu...
Ale wciaz nie wracal jego matka postanowila pojechac na cmentarz sprawdzic czy nadal czuwa przy gronie ukochanej...
Byl, czuwal, jego matka podeszla i powiedziala...
Kochanie wracajmy do domu nie ma sensu to dluzej siedziec, wracajmz do domu...
Odpowiadala jej tylko cisza...
Prosze Cie chodzmy, jesli zechcesz to przyjedziemz tu jutro...
Prosila syna matka, ale i tym razem nik nie odpowiedział...
Chwyciła go za rękę był zziębnięty, a było ciemno więc nie mogła zobaczyć jego twarzy...
To, że marzniesz tutaj nie wróci jej życia...
I tym razem nie usłuszała odpowiedzi, odruchowo sprawdziła puls- był niemalże niewyczuwalny...
Zadzwoniła po karetkę...
Przyjechała po 10 minutach...
Kiedy położono go na noszach z kieszeni wypadła mu kartka na której pisało...
kochałem ją, była dla mnie najpiekniejsza, była moim sercem a przecież nie można żyć bez serca...
Matka przeczytała kartkę chwilę później...
Lekarz stwierdził zgon..
Przyczyna: Brak serca...
On był jej prawdziwą miłością
Była sobie kiedyś dziewczyna i jej chłopak...
Wpadli na pomysł, aby zrobić rundkę po mieście...
Jednak mieli tylko jeden kask...
Lecz to było im obojetne...
Więc pojechali...
Czuli na swojej skurze delikatny powiew wiatru i cieszyli się tym...
W pewnym momęcie dziewczyna zauważyła, że jej chłopak jedzie coraz szybciej...
Spojrzała na licznik i zauwarzyła, że jadę już 150km/h...
Poprosiła swojego chłopaka żeby zwolnił bo ona się boi...
Chłopak jej odpowiedział...
Przytul się do mnie i powiedz, że mnie kochasz...
Dziewczyna mu powiedziała...
Kocham Cię ponad wszystko mój Skarbie...
Ale proszę zwolnij..
PROSZĘ...
Chłopak na to odpowiedział...
Ściągnij najpierw mi kask i załóż go sobie...
Proszę Cię, on jest mi za ciasny...
A puźniej mnie przytul i znowu powiedz, że mnie kochasz...
Dziewczyna założyła kask, przytuliła chłopaka i powiedziała...
Kocham Cię mój Skarbie ponad wszystko na świecie...
Dzień później pisało w gazecie:
Dwoje młodych ludzi uderzyło przy prętkości 180km/h w nadjeżdżający samochód...
tylko jedna osoba przeżyła...
Dla jasności...
Przeżyła tylko dziewczyna...
w trakcie jazdy chłopak zdał sobie sprawę z tego, że hamulce nie działają...
... że zablokował się gaz...
I nie mają możliwości zwolnić...
Dlatego kazał swojej dziewczynie założyć jego kask...
I kazał jej przytulić się do niego...
i żeby powiedziała że go kocha...
Kilka dni później...
Poszła na jego grób...
Miła oczy pełne łez...
I nie wiedzial jak ma sobie poradzić ze swoim uczuciem...
Kiedy stanęła przed grobem- zaniemówiła...
Jednak puźniej usiadła...
Położyła kwiaty i kask...
I powiedział mu, że uratował jej życie...
On był jej PRAWDZIWĄ WIELKĄ Miłością...
Mam swoje zasady
Moja historia jest krótka, ale mnie się wydawało, że trwała ona wieczność.
Zacznę od początku...
To się zaczęło ze 3 lata temu. Mój brat zaczął mi opowiadać o swoim koledze. Mówił, że świetnie do siebie byśmy pasowali. Zaczynały mnie te jego sugestie denerwować, ale z czasem sama zaczęłam o Niego wypytywać. Zaczął mnie intrygować. Niestety nigdy nie miałam odwagi, aby do Niego napisać.
Aż w końcu nadszedł ten dzień... Pomyślałam, a co mi tam. Raz się żyje! Napisałam. Że niby przez pomyłkę, pomyliłam numery, nie chciałam, przepraszam, mam nadzieję, że nie przeszkodziłam, itd. A On... Zaproponował mi spotkanie ni z gruszki ni z pietruszki. Byłam wniebowzięta! Ale i przerażona. Nie chciałam tego zepsuć, w końcu to kolega brata, a jeśli coś zrobię nie tak, nie wyjdzie, itd.? Zaczęłam zadawać sobie prze różne pytania. Nie chciałam, aby popsuły się relacje między nim a moim bratem. W końcu się zgodziłam. Mieliśmy się spotkać wieczorem. Przygotowałam się, ładnie ubrałam, umalowałam... Pół godziny przed spotkaniem, a 10 minut przed moim wyjściem, napisał, że dziś nie da rady się spotkać ze mną. Zrozumiałam, pracował, studiował, mógł być zmęczony. Potem przez parę dni czekałam na Jego smsa. Bezskutecznie.
Chociaż, że ja napisałam do Niego ze 2 smsy, jak tam, jak się czuje, itd. Nic z tego. Zrobiło mi się przykro. Kolejnego dnia zauważyłam na fb, że wybiera się na imprezę. Coś we mnie pękło. Napisałam do Niego, że jest tchórzem, że nie umie niczego skończyć i gdyby od razu powiedział NIE, to zrozumiałabym. Nawet na to nie odpisał. Dałam sobie już wtedy z Nim spokój.
Po jakimś miesiącu, nawet nie, zaczęły mnie gryźć wyrzuty sumienia, dlaczego ja tak mu to wygarnęłam... Przecież niczego nie oczekiwaliśmy po tej znajomości, niczego sobie nie obiecywaliśmy. Jaka ja byłam w tym momencie głupia... Wysłałam mu smsa z przeprosinami. O dziwo, odpisał. Chciał się spotkać, spróbować jeszcze raz. Nie wiedziałam co zrobić. Zgodziłam się. Nie wiem dlaczego... To był błąd przez który cierpiałam 2 miesiące i nadal próbuję moje serce przywrócić do pierwotnego stanu.
Spotkaliśmy się. 29 wrzesień 2012r. To był najcudowniejszy wieczór w moim życiu! Brat miał rację, byliśmy do siebie bardzo podobni. Pierwszy raz coś takiego czułam. Moje serce wtedy oszalało z miłości do Niego. Czułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Siedzieliśmy na ławce w parku, przytuleni, zakochani... To był mój pierwszy pocałunek. Jego usta, zapach, dotyk, oczy, uśmiech... Wszystko w Nim było idealne! Byłam na prawdę szczęśliwa... Dużo mi o sobie opowiadał. Opowiadał o tym jak narzeczona Go zdradziła przed samym ślubem, jaki był nieszczęśliwy, jak przez to przeszedł... Myślę, że mało komu o tym mówił. Doceniłam tą Jego szczerość. Było mi Go strasznie żal. Tego nawet największemu wrogowi bym nie życzyła... Potem przyszedł czas pożegnania. Było ciężko. Ale czułam, że On jest mój i tylko mój!
Następny dzień był równie cudowny, do czasu... Wieczorem napisał, że nie jest gotowy na związek, że nie chce mnie skrzywdzić... Wiedziałam, że chce w przyszłym roku wyjechać najprawdopodobniej na stałe do Niemiec. Odrzucałam od siebie jednak te myśli, że mogę Go stracić. Po długim przekonywaniu Go, powiedział, że to przemyśli i żebym Mu dała czas. Zgodziłam się. Te 5 dni były najdłuższymi i najgorszymi dniami w moim życiu. Czekałam na Jego odpowiedź jak na zbawienie. Nie mogłam jeść, spać, ciągle o Nim myślałam. Zaczynałam wtedy 2-gi rok studiów. Było mi ciężko rozdzielić się na dwie części. Ledwo dałam radę. W końcu, po tych 5 dniach odpisał. Zgodził się spróbować. Myślałam, że zacznę latać ze szczęścia! Już nie mogłam się doczekać naszego kolejnego spotkania. Był wtedy w Niemczech, obiecał, że jak wróci to się spotkamy. Czekałam... Znowu...
W końcu wrócił, zaproponował spotkanie. I zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam po Nim. Dał mi do zrozumienia, że liczy na coś więcej. Czyli pisząc wprost- na seks. Odjęło mi mowę. Nie spodziewałam się, że coś takiego nas rozdzieli. Nie zgodziłam się na to. Wiedział, że mam zasady, których się trzymam. Nie chcę popełnić błędu, którego mogę żałować do końca życia. Myślałam, że zrozumie. Myliłam się. Długo ze sobą pisaliśmy, ani On a ni ja nie chcieliśmy z tego powodu się rozstawać. Niestety to było silniejsze. Skończyło się to co myślałam, że będzie trwać wiecznie. Miałam nadzieję do samego końca. Mówi się, że nadzieja matką głupich, ale umiera ostatnia. No i umarła... To był najgorszy okres w moim życiu. Długo nie mogłam się pozbierać po tym. A też nie mogłam z nikim pogadać na ten temat... Dusiłam to w sobie. Źle się czułam, schudłam, zmizerniałam... Mama coś podejrzewała, ale ja unikałam tego tematu. Nie chciałam do niego wracać. Potem rodzina wyjechała na Dzień Zmarłych do rodziny. Ja zostałam w domu sama. 1 listopada- punkt kulminacyjny. Przepłakałam cały dzień. W tym dniu czułam się strasznie źle. W tv leciały same smutne filmy, brało mnie przeziębienie, nawał na uczelni, fałszywi ludzie na mojej drodze, rodzina daleko, w domu sama jak palec... I On, wspomnienia, niespełnione marzenia... Ryczałam jak bóbr... To, że sąsiedzi mnie nie słyszeli to chyba cud... Jedno jest pewne- to było mi potrzebne. Następnego dnia czułam się o niebo lepiej! Zaczynałam powoli zapominać... I na uczelni zaczęłam sobie radzić, potem rodzina wróciła, zaczęłam się dogadywać z innymi. Było lepiej. Moje serce nadal krwawiło, ale było lepiej. Z dnia na dzień, lepiej... Aż do dnia moich urodzin. 30 listopad b.r.
Na fb złożył mi skromne życzenia. Trochę mnie to zdziwiło, ale jedyne co zrobiłam to puściłam mu oczko w ramach podziękowania.
2 dni później wysłał mi w smsie całusa. Nie wiedziałam co to wszystko ma oznaczać. Długo nad tym myślałam... Następnego dnia odpisałam do Niego. Zaczęliśmy pisać, co tam u Ciebie, jak tam itd. Trochę dziwnie się czułam, po tym wszystkim... Poruszył temat, który nas podzielił. I stało się, to, czego najbardziej się bałam. Zaproponował spotkanie... Myślał, że zmieniłam zdanie co do tego. Pomylił się i to bardzo. Odżyły we mnie wspomnienia, uczucia, które do Niego żywiłam, ale odmówiłam. Wiedziałam czym to się skończy. Nie chciałam znowu tego samego, od początku przeżywać. On bardzo chciał się spotkać, wierzył, że to może się udać. Ja nie chciałam ryzykować. Nie tak zostałam wychowana. Na początku żałowałam swojej decyzji, ale potem byłam, no mogę tak napisać, dumna z siebie. Napisałam mu, że Go kochałam, że zawsze będzie dla mnie kimś ważnym, ale niech ode mnie nie oczekuje tego, że porzucę dla Niego swoje wartości, które mnie ukształtowały. Może kiedyś to zrozumie...
Minęło trochę czasu od tego wydarzenia. Jesteśmy znajomymi, składamy sobie życzenia, czasami lubimy swoje posty na fb. Jest dobrze. Zawsze do Niego będę coś czuć. On był tym moim pierwszym... Nie chodzi o seks. Dziewczyny wiedzą o czym piszę... Czy żałuję? Czasami... Ale za to mam wspaniałe wspomnienia...
Prawdziwa miłość
Bylo cieplo. promienie slonca grzaly jak nigdy.Nikt nie przypusczal ze w
tym dniu moglo sie cos stac.A jednak te dni mialy cos w sobie pieknego i
milego. A w tym sloneczna milosc. Rankiem.... szybko uporal sie ze
sprzataniem. Na godz 16 byl juz gotowy do wyjscia. Umowil sie z...
Chodzil z nia ponad rok.Nie mogl bez niej zyc... Byl umowiony kolo
kawiarni.Gdy przyszla powital ja serdecnym pocalunkiem.... zaproponowala
mu spacer. Zgodzil sie. Spacerowali po parku rozmawiali, zartowali.
Byli soba tak zajeci ze nie zauwazyli jak robi sie ciemno- Nie wiem jak
Ci to powiedziec,ale ja Cie kocham. - Ja tez Cie kocham - powiedzial i
przytulił sie do niej. - Kocham Cie moja najdrozsza. Jestes tylko moja
nikogo wiecej. To bylo piekne. Spotykali sie czesto.
***
Zaczela go unikac. On udawal , ze to nieprawda. Kochal ja i to go oslepilo. Wiedzial ze juz ma innego. Byla wtedy taka jak jakiej nie chcial znac. Ktoregos dnia spotkali sie na ulicy. - Czesc- powiedziala. Odpowiedzial jej, ale glos jego drzal. Zrozumiala ze on wie o wszystkim.Bala sie jakby zrobila cos zlego. - Nie jestem taki jak o mnie myslisz. Kocham Cie i chce abys byla szczesliwa ale Ty tego nie chcesz.Niszczysz siebie i swoich przyjaciol, bo wierzysz tylko w siebie- mowil drzacym glosem.Nie rozumiala jego slow. Chciala cos powiedziec ale z jego oczu plynely lzy. I tak sie rozstali...
***
Kiedys byl wiecznie wesoly dlatego nazywali go chlopakiem radosci,a teraz to chlopak smutku.... - Co Ci jest? Nie chcial powiedziec. - I tak mi nie pomozecie. Jestem w krainie smutku i tam pozostame... Po raz pierwszy widzielismy jego lzy. Kiedy wracalismy z zabawy....zaprosil nas do siebie. Polozyl sie na tapczanie i zaczal mowic o roznych sprawach. nagle chwycil sie za kark i zaczal jeczec. Szybko zawiadomilismy pogotowie. Lekarz stwierdzil atak serca z wyczerpania.bedzie zyl jeszcze jeden dzien.Siedzielismy przy nim caly czas. odzyskal przytomnosc. Pierwsze slowo wypowiedziane przez....to prosil abym zostal tylko ja.Gdy wszyscy wyszli dlugo rozmawial o niej. - Dzis odejde z tego świata... bede mial 18 lat...Nie mógł mówic. Wymawial tylko końcówki Nie wiem czy z bolu czy dlatego ze musiał odejść - ale raczej z obu przyczyn. - Pozdrow go ode mnie. Nie zapomnij powiedziec ze zycie jest piekne i nikt go nie przelamie nawet moje lzy.Powiedzial jeszcze dwa zdania. - Nie goncie go za to,gdy bedzie mu źle pomozcie mu. Prosze was.Do pokoju weszli wszyscy...mowil dalej. - Mam 18 lat i trudno mi odejsc tak daleko. Czy tak musi byc? Jego lzy laly sie na poduszke.- Przelamalem wiele przeszkod,ale teraz jest ostatnia i najtrudniejsza. Odchodze od was juz na zawsze nie zobaczmy sie juz nigdy ale pamietajcie ze kiedys bylem pelny radosci,a teraz jej nie mam. gdy bede mial 20 lat powiedz jej niech polozy na moj grob bialy gozdzik i nie mowcie o niczym wiecej. Czuje ze mnie cos ciagnie. Mamo kochana komu zrobilam krzywde?tato kochany czy ja musze od was odejsc? Ja chce zyc razem z wami. Nie chce umierac. Trzymal kurczowo moja reke. Plakal z bolu. Nagle puscil mnie i rzekl : - Niestety ale zapomnijcie o mnie. Nie martwcie sie kochani. Zycie sie wam ulozy. Zycze wam szczescia kochani,szkoda,że nie moge sie pozegnac z... Ona jest teraz daleko ale to dobrze teraz napewno pocalowala swojego chlopaka tak jak mnie przed paroma miesiacami.Zegnaj.... Zegnajcie kochani i ja zawsze bede o was pamietal. Zegnaj O..... - nie skonczyl Umarl o 24. W tym dniu skonczyl 18 lat. Przyjechlem do domu w drodze spotkalem ...Byla wesola jak zawsze. - Co jest? Wygladasz jakbys calą noc nie spal- spytala.- Dokad idziesz? - Do kolegi.- Co robilaś o 24? Bylas z chlopakiem i calowalas go o tej porze? Byla zdziwiona.- Skad o tym wiesz?Ja dziwilem sie ...skad o tym wiedzial.- Ach masz pozdrowienia od...- A dawno go nie widzialam podrow go.- Za pozno moglas to zrobic wczesniej,mniej by cierpial. - A co sie stalo zachorowal? - Ach zeby tylko cieszylbym sie razem z Toba. Ale niestety zachorowal a Ty go zabilas. Powoli wylamywalas mu rece nogi i w koncu zostalo tylko serce. Lecz Ty jestes zbyt skapa. Zabralas mu wszystko. Zniszczylas i zostaly tylko wspomnienia . Widzialem jak nie chcial odejsc...Chcial zyc. Wiesz jaki byl ten chlopak tak go nienawidzilas. - Powiedz co sie stalo? Chyba nie chcesz powiedziec ze.... umarl.- Tak .... umarl. Jedyna prosba do Ciebie to masz mu polozyc bialy gozdzik gdy bedzie mial 20 lat.Pierwszy raz zobaczylem w jej oczach lzy. Plakala jak dziecko ale zebrala sie szybko i pojechala do ..... Wpadla do mieszkania i ujrzalala zwloki chlopaka w czarnyn slubnym garniturze.Teraz byl usmiechniety. Uklekla kolo niego i pocalowala go.Teraz kiedy nie zyl pokochala go bardziej ale bylo za pozno...- Kocham Cie - krzyknela kilka razy.- Slyszysz? Kocham Cie!!!Bylo cicho. Usta jej drzaly. Plakala cichym glosem. - Nie placz.Wstan... Nie zyje. Zapomnij o nim. On Cie nie slyszy...- Nie ja pojde za nim. Wziela noz i przebila sobie serce. Upadla kolo zwlok chlopaka. Wokolo nich rozlala sie krew. Teraz laczyla ich prawdziwa milosc.
***
Gdy ukonczyl 20 lat polozylismy mu bialy gozdzik ktory miala mu polozyc..
***
Zaczela go unikac. On udawal , ze to nieprawda. Kochal ja i to go oslepilo. Wiedzial ze juz ma innego. Byla wtedy taka jak jakiej nie chcial znac. Ktoregos dnia spotkali sie na ulicy. - Czesc- powiedziala. Odpowiedzial jej, ale glos jego drzal. Zrozumiala ze on wie o wszystkim.Bala sie jakby zrobila cos zlego. - Nie jestem taki jak o mnie myslisz. Kocham Cie i chce abys byla szczesliwa ale Ty tego nie chcesz.Niszczysz siebie i swoich przyjaciol, bo wierzysz tylko w siebie- mowil drzacym glosem.Nie rozumiala jego slow. Chciala cos powiedziec ale z jego oczu plynely lzy. I tak sie rozstali...
***
Kiedys byl wiecznie wesoly dlatego nazywali go chlopakiem radosci,a teraz to chlopak smutku.... - Co Ci jest? Nie chcial powiedziec. - I tak mi nie pomozecie. Jestem w krainie smutku i tam pozostame... Po raz pierwszy widzielismy jego lzy. Kiedy wracalismy z zabawy....zaprosil nas do siebie. Polozyl sie na tapczanie i zaczal mowic o roznych sprawach. nagle chwycil sie za kark i zaczal jeczec. Szybko zawiadomilismy pogotowie. Lekarz stwierdzil atak serca z wyczerpania.bedzie zyl jeszcze jeden dzien.Siedzielismy przy nim caly czas. odzyskal przytomnosc. Pierwsze slowo wypowiedziane przez....to prosil abym zostal tylko ja.Gdy wszyscy wyszli dlugo rozmawial o niej. - Dzis odejde z tego świata... bede mial 18 lat...Nie mógł mówic. Wymawial tylko końcówki Nie wiem czy z bolu czy dlatego ze musiał odejść - ale raczej z obu przyczyn. - Pozdrow go ode mnie. Nie zapomnij powiedziec ze zycie jest piekne i nikt go nie przelamie nawet moje lzy.Powiedzial jeszcze dwa zdania. - Nie goncie go za to,gdy bedzie mu źle pomozcie mu. Prosze was.Do pokoju weszli wszyscy...mowil dalej. - Mam 18 lat i trudno mi odejsc tak daleko. Czy tak musi byc? Jego lzy laly sie na poduszke.- Przelamalem wiele przeszkod,ale teraz jest ostatnia i najtrudniejsza. Odchodze od was juz na zawsze nie zobaczmy sie juz nigdy ale pamietajcie ze kiedys bylem pelny radosci,a teraz jej nie mam. gdy bede mial 20 lat powiedz jej niech polozy na moj grob bialy gozdzik i nie mowcie o niczym wiecej. Czuje ze mnie cos ciagnie. Mamo kochana komu zrobilam krzywde?tato kochany czy ja musze od was odejsc? Ja chce zyc razem z wami. Nie chce umierac. Trzymal kurczowo moja reke. Plakal z bolu. Nagle puscil mnie i rzekl : - Niestety ale zapomnijcie o mnie. Nie martwcie sie kochani. Zycie sie wam ulozy. Zycze wam szczescia kochani,szkoda,że nie moge sie pozegnac z... Ona jest teraz daleko ale to dobrze teraz napewno pocalowala swojego chlopaka tak jak mnie przed paroma miesiacami.Zegnaj.... Zegnajcie kochani i ja zawsze bede o was pamietal. Zegnaj O..... - nie skonczyl Umarl o 24. W tym dniu skonczyl 18 lat. Przyjechlem do domu w drodze spotkalem ...Byla wesola jak zawsze. - Co jest? Wygladasz jakbys calą noc nie spal- spytala.- Dokad idziesz? - Do kolegi.- Co robilaś o 24? Bylas z chlopakiem i calowalas go o tej porze? Byla zdziwiona.- Skad o tym wiesz?Ja dziwilem sie ...skad o tym wiedzial.- Ach masz pozdrowienia od...- A dawno go nie widzialam podrow go.- Za pozno moglas to zrobic wczesniej,mniej by cierpial. - A co sie stalo zachorowal? - Ach zeby tylko cieszylbym sie razem z Toba. Ale niestety zachorowal a Ty go zabilas. Powoli wylamywalas mu rece nogi i w koncu zostalo tylko serce. Lecz Ty jestes zbyt skapa. Zabralas mu wszystko. Zniszczylas i zostaly tylko wspomnienia . Widzialem jak nie chcial odejsc...Chcial zyc. Wiesz jaki byl ten chlopak tak go nienawidzilas. - Powiedz co sie stalo? Chyba nie chcesz powiedziec ze.... umarl.- Tak .... umarl. Jedyna prosba do Ciebie to masz mu polozyc bialy gozdzik gdy bedzie mial 20 lat.Pierwszy raz zobaczylem w jej oczach lzy. Plakala jak dziecko ale zebrala sie szybko i pojechala do ..... Wpadla do mieszkania i ujrzalala zwloki chlopaka w czarnyn slubnym garniturze.Teraz byl usmiechniety. Uklekla kolo niego i pocalowala go.Teraz kiedy nie zyl pokochala go bardziej ale bylo za pozno...- Kocham Cie - krzyknela kilka razy.- Slyszysz? Kocham Cie!!!Bylo cicho. Usta jej drzaly. Plakala cichym glosem. - Nie placz.Wstan... Nie zyje. Zapomnij o nim. On Cie nie slyszy...- Nie ja pojde za nim. Wziela noz i przebila sobie serce. Upadla kolo zwlok chlopaka. Wokolo nich rozlala sie krew. Teraz laczyla ich prawdziwa milosc.
***
Gdy ukonczyl 20 lat polozylismy mu bialy gozdzik ktory miala mu polozyc..
Bez pożegnania
Zakład psychiatryczny, oddział zamknięty dla uzależnionych, sala numer 309.
-Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał doktor Szudarek, specjalista od uzależnień.
-Bez szału…- odpowiedziała z małym entuzjazmem w głosie Róża.
Ta 18 letnia dziewczyna przebywa na tym oddziale od miesiąca. Do tej pory nie było z nią żadnego kontaktu. Dopiero od kilku dni zaczęła rozmawiać z lekarzem.
-Ładna dzisiaj pogoda, może wyjdziemy na spacer? – zapytał doktor.
Dziewczyna twierdząco skinęła głową i wyszli. Początkowo panowała cisza, którą niespodziewanie przerwała Róża.
-Ja go naprawdę kochałam…
Lekarz nie powiedział ani słowa, tylko spojrzał ze zdumieniem na dziewczynę.
-To wszystko zaczęło się w wakacje, gdy zdałam do trzeciej klasy liceum. Razem ze znajomymi poszłam na imprezę. Wtedy poznałam Krzysztofa. To była taka trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Wszystko mi się w nim podobało i wydawał mi się taki w ogóle idealny, taki bez wad. Pamiętam jak ciepło na mnie spojrzał, kiedy nas sobie przedstawiano. Już następnego dnia umówiliśmy się na spotkanie. Byłam taka trochę niemrawa po tej imprezie pewnie też nie najpiękniej wyglądałam, nawet rozbawiło mnie trochę, jak powiedział, że ładnie wyglądam. Nie mogłam ładnie wyglądać z podkrążonymi i zaczerwionymi oczami. Mało się wtedy znaliśmy, ale gadka się nam kleiła. To były jego najdłuższe wakacje, od października zaczynał studia. Dostał się na filozofię, w sumie to tak nawet do niego pasowało. Jak coś opowiadał to wkładał w to całe swoje serce i w związku z tym jego historii chciało się słuchać.
W tym momencie Róża zamilkła. Spuściła głowę a po policzkach popłynęły jej łzy. Lekarz chciał ją przytulić, ale pomyślał, że lepiej zrobi nie dotykając jej. Róża zaczęła mówić dalej.
-Widywaliśmy się codziennie. On w październiku zaczął studia. Był bardzo szczęśliwy. Każdego dnia po zajęciach przychodził do mnie, opowiadał co robili ze znajomymi. Wszystko zaczęło się od imprezy integracyjnej jego roku. Zabrał mnie na nią. Pamiętam, że strasznie się wtedy denerwowałam, bo chciałam, żeby jego znajomi mnie polubili. Spotkanie było w jakimś studenckim klubie. Później jego koledzy zapytali czy wyjdziemy z nimi na zewnątrz. Krzyś złapał mnie za rękę i wyszliśmy. On już chyba wiedział po co tam idziemy. Wtedy jeden z nich wyciągnął blanta. Spanikowałam lekko, ale nie chciałam wyjść na kretynkę, więc kiedy kolejka doszła do mnie wzięłam hita. Spodobało mi się to. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to największe bagno, które tak zrujnuje mi życie. Od tego momentu coraz częściej spotykaliśmy się na takich właśnie imprezach.
Tu znowu przerwała. Wiedziała jednak, że musi dokończyć tę historię. Nie chciała już dłużej tłumić tego w sobie.
-To wszystko było super dopóki były pieniądze. Rodzice zorientowali się, że coś jest nie tak i przestali dawać mi kasę, której potrzebowałam coraz więcej. Bo amfa jest droga a i ona przestała nam już wystarczać. Zaczęliśmy sięgać po coraz gorsze narkotyki. Wtedy zaczęło mi gorzej iść w szkole, zawaliłam matematykę i powiedziałam rodzicom, że potrzebuję korepetycji. W tym momencie pojawił się Marek. Miał mi pomóc z matmą. Na początku tak właśnie było, ale później to on płacił mi a nie ja jemu. Oczywiście Krzyś nic nie wiedział. Zastanawiał się tylko, skąd mam kasę, ale przecież nie mogłam mu powiedzieć, że puszczam się ze starym facetem, który ma żonę i dwoje dzieci. Na pewno by tego nie zrozumiał. Za każdym razem wymyślałam nowe historyjki. Tak zaczęłam go okłamywać. Na początku było trudno, bo nie chciałam go oszukiwać, chciałam być lojalna wobec niego, ale wiedziałam, że to pomoże nam obojgu. Wtedy nie wyobrażałam sobie życia na trzeźwo. Każdego dnia musieliśmy przyćpać. Było nam jedno co, byle tylko oderwać się od rzeczywistości. Takie moje podwójne życie trwało jakieś pół roku. Później straciłam nad tym kontrolę. Przestało mi się to wszystko podobać, ale wiedziałam, że jak skończę z Markiem to nie będzie kasy a Krzysia za bardzo kocham, żeby od niego odejść. Któregoś dnia na „korepetycjach” przyłapała nas jego żona. Nie było za fajnie. Szybko uciekłam. Później to on przyjeżdżał do mnie. Kiedy się zaczęłam wykręcać ze spotkań z Markiem, zmuszał mnie do bycia z nim na siłę, często mnie nawet bił. Kochałam tylko Krzysia i nie chciałam go dłużej oszukiwać. Wiedziałam, że Marek dostał ostatnią szansę od swojej żony. Postanowiłam zadzwonić do niej i powiedzieć, że Marek mnie nadal prześladuje. Miałam nadzieję, że to coś zmieni. Ale było odwrotnie. Marek zaczął nachodzić mnie w domu. Nie wiedziałam jak się z tego wykręcić. Żona wyrzuciła go z domu, więc było mu już wszystko jedno. Któregoś razu gdy był u mnie Marek, przyszedł Krzyś i został nas razem. Nie było nawet co tłumaczyć. To co zobaczył pozwoliło mu wszystko zrozumieć.
Róża przestała mówić, jej twarz zalana była łzami. Doktor Szudarek podał jej chusteczkę i poprosił aby kontynuowała dalej. To były jego jedyne słowa, jakie wypowiedział, przez cały czas opowieści Róży. Był strasznie przejęty tą historią. Jako psychiatra pracował od 15 lat, słyszał wiele różnych historii, ale ta tak bardzo go poruszyła, że chciał pomóc tej biednej dziewczynie. Róża milczał. Dopiero, kiedy ochłonęła i się uspokoiła zaczęła kontynuować.
-Dwa dni później zadzwoniła do mnie siostra Krzysztofa – Katarzyna. Powiedziała, że zostawił dla mnie list. Bałam się tego listu. Po naszym ostatnim spotkaniu Krzyś wyszedł zdenerwowany i nie odezwał się do mnie przez te dni ani słowem. Poszłam po ten list. Jego siostra powiedziała, że Krzysia nie ma od wczoraj w domu, była bardzo zdenerwowana. Zaczęłam czytać. Krzyś napisał, że byłam dla niego całym światem i dla mnie chciał być lepszy, skończyć z nałogiem i zacząć nowe życie. Ale widział jaka jestem szczęśliwa, więc chciał trwać ze mną w tym szczęściu. „Chciałem oglądać Ciebie do końca moich dni a teraz jeśli chcesz zobaczyć mnie przyjdź na most”. Od razu wiedziałam o który most chodzi. To tam byliśmy na pierwszej randce, a później często tamtędy spacerowaliśmy, to był taki „nasz most”. To co tam zobaczyłam odmieniło moje życie. Wtedy zrozumiałam, że siedzę w tym wszystkim i nie potrafię normalnie żyć. Ale teraz nie mogę już normalnie żyć, bo niby jak, kiedy Krzysia już tutaj nie ma. Przy moście stała policja i karetka. Odcięli sznurek i zapakowali moje życie do czarnego worka. Bolało mnie to, że nie zdążyłam mu wszystkiego wytłumaczyć, ani przeprosić za moje błędy. Sięgnęłam szybko po telefon, zadzwoniła do jednego z „kolegów” Krzysia. Poprosiłam tylko o najlepszy towar jaki ma. Po 15 minutach trzymałam go w ręku. Chciałam zapomnieć o wszystkim, skończyć z samą sobą. Resztę historii to chyba pan zna lepiej panie doktorze. Kiedy się obudziłam byłam już w białym pokoju 309. Żałuję, że w ogóle żyję…
Doktor był zszokowany tą opowieścią, nawet nie mógł nic powiedzieć.
-Razem z Krzysiem umarło całe moje życie. Bo to co mi z niego zostało, nie można nazwać życiem.
Na tym zakończyli tę rozmowę. Doktor odprowadził Różę do pokoju. Kiedy miał zamykać drzwi odwrócił się i dodał:
-Róża Twój Krzysztof tak naprawdę nie odszedł, bo zostawił ci coś, co zawsze będzie ci o nim przypominało. Urodzisz dziecko, więc masz dla kogo żyć i dla kogo być lepszą osobą.
Róża była bardzo zaskoczona tą informacją, ale na jej twarzy pojawił się pierwszy od śmierci ukochanego uśmiech.
-A więc teraz mam dla kogo żyć…
-Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał doktor Szudarek, specjalista od uzależnień.
-Bez szału…- odpowiedziała z małym entuzjazmem w głosie Róża.
Ta 18 letnia dziewczyna przebywa na tym oddziale od miesiąca. Do tej pory nie było z nią żadnego kontaktu. Dopiero od kilku dni zaczęła rozmawiać z lekarzem.
-Ładna dzisiaj pogoda, może wyjdziemy na spacer? – zapytał doktor.
Dziewczyna twierdząco skinęła głową i wyszli. Początkowo panowała cisza, którą niespodziewanie przerwała Róża.
-Ja go naprawdę kochałam…
Lekarz nie powiedział ani słowa, tylko spojrzał ze zdumieniem na dziewczynę.
-To wszystko zaczęło się w wakacje, gdy zdałam do trzeciej klasy liceum. Razem ze znajomymi poszłam na imprezę. Wtedy poznałam Krzysztofa. To była taka trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Wszystko mi się w nim podobało i wydawał mi się taki w ogóle idealny, taki bez wad. Pamiętam jak ciepło na mnie spojrzał, kiedy nas sobie przedstawiano. Już następnego dnia umówiliśmy się na spotkanie. Byłam taka trochę niemrawa po tej imprezie pewnie też nie najpiękniej wyglądałam, nawet rozbawiło mnie trochę, jak powiedział, że ładnie wyglądam. Nie mogłam ładnie wyglądać z podkrążonymi i zaczerwionymi oczami. Mało się wtedy znaliśmy, ale gadka się nam kleiła. To były jego najdłuższe wakacje, od października zaczynał studia. Dostał się na filozofię, w sumie to tak nawet do niego pasowało. Jak coś opowiadał to wkładał w to całe swoje serce i w związku z tym jego historii chciało się słuchać.
W tym momencie Róża zamilkła. Spuściła głowę a po policzkach popłynęły jej łzy. Lekarz chciał ją przytulić, ale pomyślał, że lepiej zrobi nie dotykając jej. Róża zaczęła mówić dalej.
-Widywaliśmy się codziennie. On w październiku zaczął studia. Był bardzo szczęśliwy. Każdego dnia po zajęciach przychodził do mnie, opowiadał co robili ze znajomymi. Wszystko zaczęło się od imprezy integracyjnej jego roku. Zabrał mnie na nią. Pamiętam, że strasznie się wtedy denerwowałam, bo chciałam, żeby jego znajomi mnie polubili. Spotkanie było w jakimś studenckim klubie. Później jego koledzy zapytali czy wyjdziemy z nimi na zewnątrz. Krzyś złapał mnie za rękę i wyszliśmy. On już chyba wiedział po co tam idziemy. Wtedy jeden z nich wyciągnął blanta. Spanikowałam lekko, ale nie chciałam wyjść na kretynkę, więc kiedy kolejka doszła do mnie wzięłam hita. Spodobało mi się to. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to największe bagno, które tak zrujnuje mi życie. Od tego momentu coraz częściej spotykaliśmy się na takich właśnie imprezach.
Tu znowu przerwała. Wiedziała jednak, że musi dokończyć tę historię. Nie chciała już dłużej tłumić tego w sobie.
-To wszystko było super dopóki były pieniądze. Rodzice zorientowali się, że coś jest nie tak i przestali dawać mi kasę, której potrzebowałam coraz więcej. Bo amfa jest droga a i ona przestała nam już wystarczać. Zaczęliśmy sięgać po coraz gorsze narkotyki. Wtedy zaczęło mi gorzej iść w szkole, zawaliłam matematykę i powiedziałam rodzicom, że potrzebuję korepetycji. W tym momencie pojawił się Marek. Miał mi pomóc z matmą. Na początku tak właśnie było, ale później to on płacił mi a nie ja jemu. Oczywiście Krzyś nic nie wiedział. Zastanawiał się tylko, skąd mam kasę, ale przecież nie mogłam mu powiedzieć, że puszczam się ze starym facetem, który ma żonę i dwoje dzieci. Na pewno by tego nie zrozumiał. Za każdym razem wymyślałam nowe historyjki. Tak zaczęłam go okłamywać. Na początku było trudno, bo nie chciałam go oszukiwać, chciałam być lojalna wobec niego, ale wiedziałam, że to pomoże nam obojgu. Wtedy nie wyobrażałam sobie życia na trzeźwo. Każdego dnia musieliśmy przyćpać. Było nam jedno co, byle tylko oderwać się od rzeczywistości. Takie moje podwójne życie trwało jakieś pół roku. Później straciłam nad tym kontrolę. Przestało mi się to wszystko podobać, ale wiedziałam, że jak skończę z Markiem to nie będzie kasy a Krzysia za bardzo kocham, żeby od niego odejść. Któregoś dnia na „korepetycjach” przyłapała nas jego żona. Nie było za fajnie. Szybko uciekłam. Później to on przyjeżdżał do mnie. Kiedy się zaczęłam wykręcać ze spotkań z Markiem, zmuszał mnie do bycia z nim na siłę, często mnie nawet bił. Kochałam tylko Krzysia i nie chciałam go dłużej oszukiwać. Wiedziałam, że Marek dostał ostatnią szansę od swojej żony. Postanowiłam zadzwonić do niej i powiedzieć, że Marek mnie nadal prześladuje. Miałam nadzieję, że to coś zmieni. Ale było odwrotnie. Marek zaczął nachodzić mnie w domu. Nie wiedziałam jak się z tego wykręcić. Żona wyrzuciła go z domu, więc było mu już wszystko jedno. Któregoś razu gdy był u mnie Marek, przyszedł Krzyś i został nas razem. Nie było nawet co tłumaczyć. To co zobaczył pozwoliło mu wszystko zrozumieć.
Róża przestała mówić, jej twarz zalana była łzami. Doktor Szudarek podał jej chusteczkę i poprosił aby kontynuowała dalej. To były jego jedyne słowa, jakie wypowiedział, przez cały czas opowieści Róży. Był strasznie przejęty tą historią. Jako psychiatra pracował od 15 lat, słyszał wiele różnych historii, ale ta tak bardzo go poruszyła, że chciał pomóc tej biednej dziewczynie. Róża milczał. Dopiero, kiedy ochłonęła i się uspokoiła zaczęła kontynuować.
-Dwa dni później zadzwoniła do mnie siostra Krzysztofa – Katarzyna. Powiedziała, że zostawił dla mnie list. Bałam się tego listu. Po naszym ostatnim spotkaniu Krzyś wyszedł zdenerwowany i nie odezwał się do mnie przez te dni ani słowem. Poszłam po ten list. Jego siostra powiedziała, że Krzysia nie ma od wczoraj w domu, była bardzo zdenerwowana. Zaczęłam czytać. Krzyś napisał, że byłam dla niego całym światem i dla mnie chciał być lepszy, skończyć z nałogiem i zacząć nowe życie. Ale widział jaka jestem szczęśliwa, więc chciał trwać ze mną w tym szczęściu. „Chciałem oglądać Ciebie do końca moich dni a teraz jeśli chcesz zobaczyć mnie przyjdź na most”. Od razu wiedziałam o który most chodzi. To tam byliśmy na pierwszej randce, a później często tamtędy spacerowaliśmy, to był taki „nasz most”. To co tam zobaczyłam odmieniło moje życie. Wtedy zrozumiałam, że siedzę w tym wszystkim i nie potrafię normalnie żyć. Ale teraz nie mogę już normalnie żyć, bo niby jak, kiedy Krzysia już tutaj nie ma. Przy moście stała policja i karetka. Odcięli sznurek i zapakowali moje życie do czarnego worka. Bolało mnie to, że nie zdążyłam mu wszystkiego wytłumaczyć, ani przeprosić za moje błędy. Sięgnęłam szybko po telefon, zadzwoniła do jednego z „kolegów” Krzysia. Poprosiłam tylko o najlepszy towar jaki ma. Po 15 minutach trzymałam go w ręku. Chciałam zapomnieć o wszystkim, skończyć z samą sobą. Resztę historii to chyba pan zna lepiej panie doktorze. Kiedy się obudziłam byłam już w białym pokoju 309. Żałuję, że w ogóle żyję…
Doktor był zszokowany tą opowieścią, nawet nie mógł nic powiedzieć.
-Razem z Krzysiem umarło całe moje życie. Bo to co mi z niego zostało, nie można nazwać życiem.
Na tym zakończyli tę rozmowę. Doktor odprowadził Różę do pokoju. Kiedy miał zamykać drzwi odwrócił się i dodał:
-Róża Twój Krzysztof tak naprawdę nie odszedł, bo zostawił ci coś, co zawsze będzie ci o nim przypominało. Urodzisz dziecko, więc masz dla kogo żyć i dla kogo być lepszą osobą.
Róża była bardzo zaskoczona tą informacją, ale na jej twarzy pojawił się pierwszy od śmierci ukochanego uśmiech.
-A więc teraz mam dla kogo żyć…
Szkolna Miłość
Była sobota, mój ulubiony dzień tygodnia. Jak zwykle wstałam koło 9-tej i w piżamie udałam się do kuchni, by zrobić
sobie śniadanie i kawę. Uwielbiam takie poranki, kiedy nie ubrana, bez pośpiechu i na luzie, ze świadomością możliwości powrotu do ciepłego łóżka, mogę siedzieć przy stole i marnować czas. To jest czas dla mnie i tylko dla mnie. Zjadłam śniadanie, umyłam włosy i z ręcznikiem na głowie szłam do pokoju, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Na pewno administracja – pomyślałam. Jak zwykle w soboty roznoszą zawiadomienia o podwyżkach. Nic z tego, nie idę, niech włożą do skrzynki.
Dzwonek u drzwi rozległ się ponownie. Tym razem był podwójny i bardziej natarczywy. Uparta baba – mruknęłam, musi mieć podpis – wstałam i powlokłam się do wyjścia. Otworzyłam drzwi i widzę, za progiem stoi jakiś facet. Nie znam go. Nie, Znam! Ale zaraz, to niemożliwe! To nie może być on! Chyba jednak on, trochę wyższy i bledszy niż pamiętam. Co jest grane?! Jak śmie zjawiać się tu i nachodzić mnie znienacka z mokrą głową i w szlafroku!
Spoza moich myśli dotarło do mnie „witaj, mogę wejść?"
Już miałam powiedzieć odejdź stąd i zamknąć drzwi, gdy usłyszałam siebie mówiącą „tak, proszę". Zarejestrowałam też, że zamiast zrobić krok w przód i domknąć drzwi, cofam się i wpuszczam do środka Piotra – moją szkolną miłość sprzed kilku lat.
Szedł za mną cichy jakiś i skupiony, ja nie mówiłam nic. Przed oczami miałam obrazy, które tak długo usiłowałam zatrzeć w swojej pamięci. Moment, kiedy Piotr po raz pierwszy pojawił się w naszej klasie, pierwsze spotkanie spojrzeń i pierwszą pewność, że to ten. Pewność, tym większą, że odwzajemnioną. Wyjazd w trzeciej klasie do Kazimierza Dolnego, podczas którego nie liczyło się nic poza nami. Nic poza dotykiem i zapachem, który przyprawiał o drżenie. Nic, poza wspólnym podziwianiem wieczornej panoramy miasta, bliskością otuloną ścianą wąwozu, przemierzaniem kamieniołomów i zaglądaniem do sklepików z pamiątkami. Klasa trochę się śmiała i komentowała, ale my byliśmy poza tym. Wspólne „przedwigilię", bo Wigilię trzeba było spędzać z rodziną. Wymykaliśmy się z domów, by choć przez chwilę pobyć razem, trzymać opłatek w zziębniętych dłoniach i życzyć sobie wspólnej przyszłości. . Szalone Sylwestry, dyskoteki z których wracaliśmy nad ranem...
A potem nagły koniec wszystkiego: rodzice Piotra przeprowadzili się na drugi koniec Polski, a on powiedział mi o tym na trzy dni przed wyjazdem. Czekał z tym tak długo, bo chciał żebyśmy jak najdłużej cieszyli się sobą. I te obietnice, że będziemy pisać, że nie wyjeżdża na koniec świata, że i tak będziemy razem. A potem cisza, ani jednego listu, mimo kilkunastu wysłanych przeze mnie, listów pełnych najpierw radosnego oczekiwania, potem pytań i niepokoju...
Potem złość, której nie da się opisać, wyrzucenie wszystkich pamiątek i wspomnień. Wyrzuciłam to wszystko i nie sądziłam, że tak łatwo wróci. Wróci, jak tylko go zobaczę.
Stoi teraz przede mną bezradny, z opuszczonymi rękami. Stoi i mówi coś, ale ja nie rozumiem. Jaki wypadek? Jakie listy? Piotr trzyma coś w ręku i daje mi to. Co to jest? Nie, to ponad moje siły. Przede mną na stole leżą moje listy, listy, które wysyłałam do niego i na które nigdy nie odpowiedział. Zaraz, ale on mówił o jakimś wypadku. Opanowałam się i odezwałam: możesz powtórzyć, jestem w szoku i nie wszystko do mnie dociera.
Posłuchaj – on na to. Pół roku temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Właśnie porządkuję ich rzeczy osobiste. Przedwczoraj znalazłem to – wskazał na stosik listów leżący na stole. - Nie wiedziałem, że pisałaś. Nie wiem dlaczego to zrobili. Mogę się jedynie domyślać, że bali się, że zostawię ich i wrócę do ciebie. W końcu mieli mnie jednego...
Po co przyjechałeś – zapytałam, nie przejmując się już, że po twarzy płyną mi łzy.
Przyjechałem po to, by wyjaśnić ci całą sprawę. Niczego nie oczekuję, ale chcę żebyś wiedziała jak było. Nigdy cię nie zostawiłem i nie zapomniałem o tobie...
Od owej soboty minęło już ponad dwadzieścia lat. W tym dwadzieścia lat udanego związku z Piotrem. Związku, który zaczął się tak wcześnie i przeszedł tak ciężką próbę
Subskrybuj:
Posty (Atom)