Zakład psychiatryczny, oddział zamknięty dla uzależnionych, sala numer 309.
-Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał doktor Szudarek, specjalista od uzależnień.
-Bez szału…- odpowiedziała z małym entuzjazmem w głosie Róża.
Ta
18 letnia dziewczyna przebywa na tym oddziale od miesiąca. Do tej pory
nie było z nią żadnego kontaktu. Dopiero od kilku dni zaczęła rozmawiać z
lekarzem.
-Ładna dzisiaj pogoda, może wyjdziemy na spacer? – zapytał doktor.
Dziewczyna twierdząco skinęła głową i wyszli. Początkowo panowała cisza, którą niespodziewanie przerwała Róża.
-Ja go naprawdę kochałam…
Lekarz nie powiedział ani słowa, tylko spojrzał ze zdumieniem na dziewczynę.
-To
wszystko zaczęło się w wakacje, gdy zdałam do trzeciej klasy liceum.
Razem ze znajomymi poszłam na imprezę. Wtedy poznałam Krzysztofa. To
była taka trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Wszystko mi się w nim
podobało i wydawał mi się taki w ogóle idealny, taki bez wad. Pamiętam
jak ciepło na mnie spojrzał, kiedy nas sobie przedstawiano. Już
następnego dnia umówiliśmy się na spotkanie. Byłam taka trochę niemrawa
po tej imprezie pewnie też nie najpiękniej wyglądałam, nawet rozbawiło
mnie trochę, jak powiedział, że ładnie wyglądam. Nie mogłam ładnie
wyglądać z podkrążonymi i zaczerwionymi oczami. Mało się wtedy znaliśmy,
ale gadka się nam kleiła. To były jego najdłuższe wakacje, od
października zaczynał studia. Dostał się na filozofię, w sumie to tak
nawet do niego pasowało. Jak coś opowiadał to wkładał w to całe swoje
serce i w związku z tym jego historii chciało się słuchać.
W tym
momencie Róża zamilkła. Spuściła głowę a po policzkach popłynęły jej
łzy. Lekarz chciał ją przytulić, ale pomyślał, że lepiej zrobi nie
dotykając jej. Róża zaczęła mówić dalej.
-Widywaliśmy się codziennie.
On w październiku zaczął studia. Był bardzo szczęśliwy. Każdego dnia po
zajęciach przychodził do mnie, opowiadał co robili ze znajomymi.
Wszystko zaczęło się od imprezy integracyjnej jego roku. Zabrał mnie na
nią. Pamiętam, że strasznie się wtedy denerwowałam, bo chciałam, żeby
jego znajomi mnie polubili. Spotkanie było w jakimś studenckim klubie.
Później jego koledzy zapytali czy wyjdziemy z nimi na zewnątrz. Krzyś
złapał mnie za rękę i wyszliśmy. On już chyba wiedział po co tam
idziemy. Wtedy jeden z nich wyciągnął blanta. Spanikowałam lekko, ale
nie chciałam wyjść na kretynkę, więc kiedy kolejka doszła do mnie
wzięłam hita. Spodobało mi się to. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to
największe bagno, które tak zrujnuje mi życie. Od tego momentu coraz
częściej spotykaliśmy się na takich właśnie imprezach.
Tu znowu przerwała. Wiedziała jednak, że musi dokończyć tę historię. Nie chciała już dłużej tłumić tego w sobie.
-To
wszystko było super dopóki były pieniądze. Rodzice zorientowali się, że
coś jest nie tak i przestali dawać mi kasę, której potrzebowałam coraz
więcej. Bo amfa jest droga a i ona przestała nam już wystarczać.
Zaczęliśmy sięgać po coraz gorsze narkotyki. Wtedy zaczęło mi gorzej iść
w szkole, zawaliłam matematykę i powiedziałam rodzicom, że potrzebuję
korepetycji. W tym momencie pojawił się Marek. Miał mi pomóc z matmą. Na
początku tak właśnie było, ale później to on płacił mi a nie ja jemu.
Oczywiście Krzyś nic nie wiedział. Zastanawiał się tylko, skąd mam kasę,
ale przecież nie mogłam mu powiedzieć, że puszczam się ze starym
facetem, który ma żonę i dwoje dzieci. Na pewno by tego nie zrozumiał.
Za każdym razem wymyślałam nowe historyjki. Tak zaczęłam go okłamywać.
Na początku było trudno, bo nie chciałam go oszukiwać, chciałam być
lojalna wobec niego, ale wiedziałam, że to pomoże nam obojgu. Wtedy nie
wyobrażałam sobie życia na trzeźwo. Każdego dnia musieliśmy przyćpać.
Było nam jedno co, byle tylko oderwać się od rzeczywistości. Takie moje
podwójne życie trwało jakieś pół roku. Później straciłam nad tym
kontrolę. Przestało mi się to wszystko podobać, ale wiedziałam, że jak
skończę z Markiem to nie będzie kasy a Krzysia za bardzo kocham, żeby od
niego odejść. Któregoś dnia na „korepetycjach” przyłapała nas jego
żona. Nie było za fajnie. Szybko uciekłam. Później to on przyjeżdżał do
mnie. Kiedy się zaczęłam wykręcać ze spotkań z Markiem, zmuszał mnie do
bycia z nim na siłę, często mnie nawet bił. Kochałam tylko Krzysia i nie
chciałam go dłużej oszukiwać. Wiedziałam, że Marek dostał ostatnią
szansę od swojej żony. Postanowiłam zadzwonić do niej i powiedzieć, że
Marek mnie nadal prześladuje. Miałam nadzieję, że to coś zmieni. Ale
było odwrotnie. Marek zaczął nachodzić mnie w domu. Nie wiedziałam jak
się z tego wykręcić. Żona wyrzuciła go z domu, więc było mu już wszystko
jedno. Któregoś razu gdy był u mnie Marek, przyszedł Krzyś i został nas
razem. Nie było nawet co tłumaczyć. To co zobaczył pozwoliło mu
wszystko zrozumieć.
Róża przestała mówić, jej twarz zalana była
łzami. Doktor Szudarek podał jej chusteczkę i poprosił aby kontynuowała
dalej. To były jego jedyne słowa, jakie wypowiedział, przez cały czas
opowieści Róży. Był strasznie przejęty tą historią. Jako psychiatra
pracował od 15 lat, słyszał wiele różnych historii, ale ta tak bardzo go
poruszyła, że chciał pomóc tej biednej dziewczynie. Róża milczał.
Dopiero, kiedy ochłonęła i się uspokoiła zaczęła kontynuować.
-Dwa
dni później zadzwoniła do mnie siostra Krzysztofa – Katarzyna.
Powiedziała, że zostawił dla mnie list. Bałam się tego listu. Po naszym
ostatnim spotkaniu Krzyś wyszedł zdenerwowany i nie odezwał się do mnie
przez te dni ani słowem. Poszłam po ten list. Jego siostra powiedziała,
że Krzysia nie ma od wczoraj w domu, była bardzo zdenerwowana. Zaczęłam
czytać. Krzyś napisał, że byłam dla niego całym światem i dla mnie
chciał być lepszy, skończyć z nałogiem i zacząć nowe życie. Ale widział
jaka jestem szczęśliwa, więc chciał trwać ze mną w tym szczęściu.
„Chciałem oglądać Ciebie do końca moich dni a teraz jeśli chcesz
zobaczyć mnie przyjdź na most”. Od razu wiedziałam o który most chodzi.
To tam byliśmy na pierwszej randce, a później często tamtędy
spacerowaliśmy, to był taki „nasz most”. To co tam zobaczyłam odmieniło
moje życie. Wtedy zrozumiałam, że siedzę w tym wszystkim i nie potrafię
normalnie żyć. Ale teraz nie mogę już normalnie żyć, bo niby jak, kiedy
Krzysia już tutaj nie ma. Przy moście stała policja i karetka. Odcięli
sznurek i zapakowali moje życie do czarnego worka. Bolało mnie to, że
nie zdążyłam mu wszystkiego wytłumaczyć, ani przeprosić za moje błędy.
Sięgnęłam szybko po telefon, zadzwoniła do jednego z „kolegów” Krzysia.
Poprosiłam tylko o najlepszy towar jaki ma. Po 15 minutach trzymałam go w
ręku. Chciałam zapomnieć o wszystkim, skończyć z samą sobą. Resztę
historii to chyba pan zna lepiej panie doktorze. Kiedy się obudziłam
byłam już w białym pokoju 309. Żałuję, że w ogóle żyję…
Doktor był zszokowany tą opowieścią, nawet nie mógł nic powiedzieć.
-Razem z Krzysiem umarło całe moje życie. Bo to co mi z niego zostało, nie można nazwać życiem.
Na tym zakończyli tę rozmowę. Doktor odprowadził Różę do pokoju. Kiedy miał zamykać drzwi odwrócił się i dodał:
-Róża
Twój Krzysztof tak naprawdę nie odszedł, bo zostawił ci coś, co zawsze
będzie ci o nim przypominało. Urodzisz dziecko, więc masz dla kogo żyć i
dla kogo być lepszą osobą.
Róża była bardzo zaskoczona tą informacją, ale na jej twarzy pojawił się pierwszy od śmierci ukochanego uśmiech.
-A więc teraz mam dla kogo żyć…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz